Przystań Literacka Usiadła przy babci. Była matką jej ojca. Ta jedna z ostatnich, miłych, dla dziecka osób, patrzyło na młodą dragonitkę przychylnym wzrokiem, widząc w niej zwyczajny potencjał i dostrzegając śpiące jeszcze możliwości. Choć nie do końca popierała metody jej syna i synowej, to jednak nie sprzeciwiała się ich metodom wychowywania Aterossy, czy też nie przykładała do tego ręki. Była jakby po prostu obserwatorem, ani złym, ani dobrym - neutralnym. Ale młodą Aterossę, na swój własny, dziwny sposób, kochała, bo jak tu nie kochać swojej jedynej wnuczki. aterossa Dziewczynka posadziła miśka na swoich kolanach, a potem podała babci książkę. Wówczas była jeszcze kompletnie maleńka, ledwo znająca poprawną wymowę, sztukę pisania czy czytania. Starsza kobieta otworzyła księgę z lekkim westchnieniem i rozpoczęła czytanie baśni, brutalnych, pełnych przemocy i okrucieństwa, ale wciąż baśni, choć nie dla dzieci. Aterossa podniosła czarne oczy na swą rodzicielkę, kurczowo przytulając do piersi pluszowego misia, jedynego towarzysza zabaw, jedynego przyjaciela i współwłaściciela strachu, paniki i okrucieństwa, jakiego co dzień doznawała. Oczy wysokiej kobiety, tak czarne jak jej dziecka wpatrywały się w córkę z chłodem, niemal obojętnością. Na jej ustach grał delikatny uśmiech. Kobieta, wysoka, o czarnych łuskach na karku i szyi, długich, czarnych włosach falami opadającymi za plecy, spoglądała tak na dziecko nie bez powodu. Było narzędziem, naczyniem i ofiarą w jednym. Choć generalnie nie chodziło o to, by ktokolwiek miał o tym wiedzieć, bowiem w ostateczności, miało być też groźną, ostrą bronią sterowaną przez strach i terror, najniebezpieczniejszym narzędziem w dłoniach swej matki, bo czemu by nie? Skoro już urodziła dziecko, to było ono jej własnością. Uniosła rękę, delikatnie gładząc włosy dziecka w zastanowieniu. Droga strachu była najskuteczniejszą, bowiem wykluczała jakikolwiek bunt ze strony córki. Dlaczego? Ciężko się zbuntować przeciw matce. Jeszcze ciężej, gdy matkę darzymy wielkim lękiem. Jej metody musiały być więc okrutne i bezwzględne. Zacisnęła mocniej palce na włosach dziewczynki, ta pisnęła cicho w przestrachu, zamykając czarne oczy.-Mama mnie kocha! – Krzyknęła mała Ater, zdzierając niemal swoje gardło, patrząc prosto w czerwone ogniki iluzji. Ale jak miała rozpoznać iluzję, nie mając odpowiedniego przeszkolenia. Jeszcze. Dla niej, istota małego dziecka, wyglądała zupełnie tak, jakby była prawdziwa, jedynie biła z niej lekka, błękitnawa poświata. -Tak! Wszystko dla mojej mamy! Tak musi być, skoro ona tak chce! Ma rację. Byłam niegrzeczna! - Odparła hardo, choć nieco mniej pewnie, przytulając do piersi pluszowego miśka. -Dlatego Cię tu trzyma?- Wibrujący cicho głosik chłopięcy zadał kolejne niewygodne,trudnepytanie.-A ojciec? - Kolejne pytanie. Zaczynała nienawidzić pytań, choć miała ich jeszcze wiele przed sobą. Wiele, wiele, całą nieprzebraną rzekę.-Tata mnie uczy. Ma rację, tak jak mama! - Odparła przykrywając już do połowy twarzyczkę pluszowym misiem. Przymknęła czarne oczęta, tylko na chwilę. Gdy je otworzyła, iluzja zdążyła zniknąć, pozostawiając dziewczynkę już całkiem samą.-Oni mnie zawsze kochali... Tak wygląda miłość... Nie chcę być dłużej kochana.Dziewczynka stanęła w kręgu, stojąc niedaleko ojca, trzymając kurczowo pluszowego misia, przyciskając go mocno do siebie. Dostała polecenie, by patrzeć, słuchać, uczyć się. Nic więcej nie miała robić, tylko tyle. Nie chciała rozzłościć ojca, więc była posłuszna. Stała patrząc na jego poczynania.On zaś rozpoczął inkantację, przywołując prostego chochlika. To była prezentacja, musiała wiedzieć w końcu, jak się je przygotowuje. Zaczął jej powoli, cierpliwie tłumaczyć. Ktoś musiał, a to właśnie on miał największą cierpliwość, sentyment do dziecka oraz darzył córkę swoistym, specyficznym, ojcowskim uczuciem. W końcu była jego płodem, jego kreacją i stworzeniem. A on chciał ją wyszkolić, tak, by mimo wszystko to jemu była bardziej posłuszna, niż matce, która podbijała jej lojalność poprzez terror i sianie strachu. On dawał jej naukę, strach, ale widział, iż dziecko darzyło go pewnego rodzaju respektem płynącym z szacunku. Rozumiał to. W tym wieku, co ona, też by szanował tych, od których zależy, czy następnego dnia zje i obudzi się cały i zdrowy. To dziecko było tylko marionetką jego rodziców. I dobrze o tym wiedział, co naturalnie nie przeszkadzało mu jej uczyć i szkolić do tego, by była odpowiednią bronią, ale to w jego rękach. W końcu musiała umieć wystarczająco wiele...MelanarosaDzień Forsan. Rok 204, 19 Ery Anumbinsów     Wyklęci stwórcyWłasność naukowca i porucznika Sethina IIINotka: Zacznijmy od tego, że nasza gwiazda umiera. Rządy naszej planety się kończą, demokracja podupada, nawet największe umysły z tego świata nic nie mogą na to poradzić, choć im zawdzięczamy np. "Cieniowisko" - ogromną tarczę chroniącą planetę przed strasznie gorącą gwiazdą, której promienie sięgają masakrycznych temperatur.Pozostało 180 lat a to mało czasu, aby coś na to poradzić więc trzeba się streszczać. W tym celu największy z wielkich naukowców, naukowiec: Halgunht ( czytaj: Stary Szergog ) zwołał radę pokojową, ponieważ klany Janzunga, Anumbina, Allahgda i kilku innych władców od początków wszechświata toczą wojny ze sobą o władzę nad naszą planetą. Na radzie Halgunht powiedział o zagrożeniu globalnym. Nic, nic a nic nie dało się wymyśleć, aż nagle doznałem oświecenia! I przed radą pokojową jak i również Zgromadzeniem Obrony Globalnej (w skrócie Z.O.B) i powiedziałem:- Drodzy rodacy, przyjaciele a czemuż to my mamy pozostać przy życiu?Wtem Anumbin władca wszystkiego, co jest nam dane, przerwał mi mówiąc:bigos4 strona 3 -Czemuż to się pytasz ?! Nic nie warty sługo Janzunga władcy ziem ojczystych i wody życia. Adead360 - Wozjenz

Copyright © bigos.pl 1.0.0 Wszelkie prawa zastrzeżone.