Szybko się okaże, że na początku musimy określić priorytety rozwoju naszego bohatera. Można go rozwinąć dwojako – w kierunku herosa wycinającego przeciwników jak łany zboża, lub dowódcy potrafiącego utrzymać w ryzach wielką armię. Jeśli jednak z rycerza uczynimy śmiercionośną machinę wojenną i rzucimy w wir walki, może czekać nas przykra niespodzianka. Stare powiedzenie „Gdzie wrogów kupa…” wyraźne odbija się w realiach rozgrywki.Po przejściu samouczka, bohater rusza w świat, mając tylko chudą sakiewkę, konia i oręż z niskiej półki. Kolejność obcowania z różnymi aspektami rozgrywki będzie zależeć od tego, jak postanowimy rozwijać naszego bohatera. Ponieważ w „Mount & Blade” nie ma fabuły, twórcy musieli się postarać o rozbudowę rozgrywki pod innym kątem, by użytkownik nie wyłączył gry po pierwszej godzinie zabawy. Tu „Mount&Blade” się obronił - program jest niesamowitym zjadaczem czasu. Po włączeniu symulatora zupełnie traci się nad nim kontrolę. Ta grywalność chwilami może być przerażająca. Godziny mijają niezauważenie.Rozgrywka składa się z trzech elementów. Pierwszym z nich są rozmaite questy, które wykonujemy dla wieśniaków, gildii kupieckich czy lordów, głównie w celu zyskania sympatii tych środowisk. Kolejny to turnieje rycerskie, zapewniające nam sławę i pieniądze (godziwe wtedy, gdy w zakładach postawimy na siebie pokaźną sumkę). Sprzęt używany na turniejach jest przypisany od poszczególnych nacji. Podczas, gdy w kraju Nordów będą odbywać się walki piechurów, głównie na topory lub broń dwuręczną, u Khergitów (Mongołowie) wszyscy uczestnicy dosiądą wierzchowców, a w dłoniach dzierżąc  łuki, oszczepy, lub szable. Trzecim, ostatni element to służenie jednej z kilku frakcji i toczenie wojen o ziemię, bogactwo i pozycję w królestwie.
images2 Jeśli chce się radośnie wojować, trzeba mieć armię. Jeśli chce się mieć silne wojsko, trzeba mieć pieniądze (na żołd i zaopatrzenie, bo wojacy jedzą, i to dużo), ale także być doświadczonym wodzem. Wskaźnik charyzmy bohatera, niektóre umiejętności, a także punkty sławy (zdobywane we wspomnianych turniejach oraz po każdej bitwie) i honoru (te uzyskujemy za chwalebne i godne podziwu uczynki) decydują, ilu żołnierzy może się przyłączyć do naszej kompanii. W wioskach możemy werbować ochotników. Na początku to zwykłe mięso… katapultowe. Jednak z każdą bitwą i za sprawą treningu mogą awansować na coraz silniejszych wojów. Typy jednostek znów uwarunkowane są narodowością (Nordowie mają świetną piechotę, Swadianie ciężką jazdę itd.). Trzeba się zatem zastanowić, na której ziemi najlepiej się usadowić. Ostatecznie wesprzeć nas mogą najemnicy, ale warto korzystać z usług tylko wtedy, gdy dysponujemy nadmiarem gotówki.W dalszych etapach trzeba uważać na liczebność wojska, gdyż w przypadku deficytu czekają nas masowe dezercje. Wojna jest tu głównym żywicielem armii. Brak konfliktu to katastrofa, gdyż z czasem podstawowym źródłem dochodów są okupy za pojmanych lordów. W grę wchodzi jeszcze łupienie wiosek przeciwnika i napadanie na karawany, posiłkowane handlem zrabowanym towarem. Questy (z pewnymi wyjątkami) stają się z czasem nieopłacalne. Bitwy są jednym z najmocniejszych aspektów „Mount&Blade”. Batalie odbywają się w stylu  „Total War” - pojawia się ekran pola bitwy, na nim nasi żołnierze, tyle że wśród nich jest także nasz bohater! Komendy wydajemy okrzykami typu: „piechota za mną!”, „łucznicy strzelać bez rozkazu!” itd. Ponieważ bohater nie jest półbogiem, nawet jeden strzał z kuszy może wyłączyć go z bitwy (zginąć nie można, co najwyżej trafić do niewoli). Lepiej samemu nie szarżować, bo w przypadku wyniesienia wodza na noszach bitwa jest symulowana automatycznie. Nie ma co polegać na AI komputera, gdyż jest ono niestety słabe. Sterując samemu, mamy szanse rozstrzygać na naszą korzyść bitwy, które na pierwszy rzut oka wydają się być przegrane.Świetnie zrealizowano walki konno. Tale Worlds wyprzedza pod tym względem światowych gigantów z tej samej branży. Na wierzchowcu możemy taranować żołnierzy, przebijać lancami z przysiadu, radośnie wymachiwać szabelką lub pobawić się w łucznika konnego. Walka tutaj wymaga synchronizacji, zwłaszcza, gdy szarżuje na nas inny rycerz z kopią w dłoni. Jeden fałszywy ruch i koniec zabawy. Dużo trudniejsza jest walka pieszo, zwłaszcza, gdy nie ma w okolicy wsparcia i jest się otoczonym. Wówczas nie ma szans wyjścia cało, nawet gdy bohater jest, używając języka fanów gier MMO i cRPG, uzbrojonym po zęby, „nakoksanym” wojem w zbroi płytowej. Kluczem do zwycięstwa jest wierzchowiec (szybkie przemieszczanie się po polu bitwy) oraz nasi knechci. Szkoda, że oblężenia wyraźnie ustępują polowym bitwom - walki o twierdze zawsze są okupione gigantycznymi stratami atakującego. Może dlatego, że oblegający dysponują tylko jedną drabiną lub wieżą oblężniczą, a bramy się nie da sforsować. Trzeba zapomnieć o wzięciu zamku na „głód” - gdy nie będzie co wsadzić do garnka, agresorzy zwiną obóz.Wiele czasu upłynie, nim doprowadzimy nasze królestwo do całkowitej dominacji nad światem. Szkoda, że sterowany przez nas bohater nie może zostać królem. Niezależność można uzyskać jedynie na drodze buntu przeciw suzerenowi. Ale i wtedy nie da się podbić samemu całego świata – ze względu na brak możliwości mianowania wasali. Samemu tego wszystkiego się przecież nie utrzyma. Na szczęście gra posiada wielki plus - można ją dowolnie modować. Już teraz są dostępne „wtyczki”, które pozwalają przykładowo uczestniczyć w bitwie większej ilości żołnierzy (w podstawowej wersji bić się może naraz kilkudziesięciu wojów z obu stron, reszta zostaje w obwodzie).„Mount & Blade” jest bardzo dobrym symulatorem rycerstwa. Nie jest doskonały (liczne bugi), ale fakt, że jest stale ulepszana przez twórców i fanów gry, powoduje, że wróżę jej całkiem świetlaną przyszłość.Adam Baranowski10 gier, które zmieniły światPrzemysł gier komputerowych jest jedną z najlepiej rozwijających się dziedzin rozrywki. W poprzednim roku zarobił dwa razy więcej niż przemysł muzyczny. Szacuje się, że do 2015 roku wyprzedzi przemysł filmowy, a jego obroty wyniosą około 82 miliardów dolarów. Gry komputerowe mają także bardzo duży wpływ na społeczeństwo. Gry typu MMORPG potrafią bardzo uzależnić. Każdy na pewno słyszał o ludziach, którzy umierają, przesiadując kilkadziesiąt godzin naraz przy komputerze. W latach 90. zaczęto dyskutować o wpływie gier na świadomość dzieci i młodzieży podczas grania w bijatyki typu Mortal Kombat lub Street Fighter. Mówiło się wtedy, że w przyszłości dzieci mogą mieć problemy z porozumieniem się z rówieśnikami i będą posiadały psychopatyczną żądzę zabijania. Oczywiście media przesadziły, ale na pewno gry mają wpływ na młodego człowieka. Teraz przedstawię gry, które według mnie zmieniły świat.Wolfenstein 3DWolfenstein to pierwsza strzelanka w 3D. Zapoczątkowała ciąg dalszych czyli Quake oraz Doom. Jest to gra przełomowa ponieważ posiadała grafikę 3D. Fabularnie gra przedstawia się przeciętnie. Wcielamy się w żołnierza amerykańskiego, co ciekawe polskiego pochodzenia. Został on złapany podczas tajnej misji w hitlerowskiej twierdzy. Gracz stara się z niej uciec, zabijając wszystko co napotka na swojej drodze. W momencie premiery. Gra została wyprodukowana na praktycznie wszystkie platformy, a jej właściciele niedawno udostępnili ją w przeglądarce. thenightafterchristmas05 strona 3 18 lutego 2013

Copyright © bigos.pl 1.0.0 Wszelkie prawa zastrzeżone.